Otrzymaliśmy również przejmujące świadectwo - zapis dziennika duchowego jednej z uczestniczek rekolekcji z Postem Daniela w dniach 1 - 15 sierpnia 2011 roku. Jest to dość długi tekst, ale zamieszczamy go w całości, czyniąc tylko pewne korekty redakcyjne, aby oddać głębokie doświadczenie duchowe. Autorka chce pozostać anonimowa. Podpisuje się imieniem symbolicznym - Maria Magdalena.
Macie uszy, nie słyszycie...
Świadectwo z Rekolekcji z Postem Daniela,
przeprowadzonych u Księży Pallotynów w Konstancinie - Jeziornej
w dniach 1 - 15 sierpnia 2011 roku.
To jest świadectwo o Nieogarnionej Miłości Boga i Jego niezmierzonym Miłosierdziu, których doświadczyłam podczas tych rekolekcji i w całym moim życiu.
Czekałem na ciebie
Na te rekolekcje czekałam całe życie.
Ale i Bóg czekał, aż pozwolę Mu się zaskoczyć. Czekał i przygotował tak misterny, perfekcyjny plan, jakiego żaden człowiek nie byłby w stanie wymyśleć - każdy wykład, medytacja, spotkanie, rozmowa, Eucharystia czy nawet wpleciona niby przypadkiem „Wiosna” Vivaldiego miały swoje określone znaczenie, były ze mną „kompatybilne”, jak powiedziałby Ojciec Jan...
Plan Boży miał pewne etapy - najpierw była moja odpowiedź na zaproszenie na te rekolekcje. Zgłosiłam się już kilka miesięcy wcześniej, ale na dwa tygodnie przed ich rozpoczęciem odwołałam mój przyjazd, podając jakieś nieważne powody. Zły wiedział, że będą się tu działy wielkie rzeczy i chciał mi w nich przeszkodzić. W efekcie za kilka dni już dzwoniłam, pokornie pytając, czy znalazłoby się jednak miejsce dla mnie - i znalazło się.
A potem Pan pokazywał mi sytuacje z mojego życia, wymagające uzdrowienia i pytał o moją zgodę, czy mógłby przyjść i pomóc mi. Potrzebna była moja zgoda i moje zaufanie, bo Jezus szanuje wolną wolę człowieka i nie działa bez wyraźnego zaproszenia. Potem Jezus dotykał najróżniejszych sytuacji z mego życia i uzdrawiał je, usprawiedliwiał, leczył, przemieniał, zostawiając Swe Miłosierdzie i Miłość, pokój w sercu i wdzięczność .
14 dni, podczas których zobaczyłam moje dojrzałe już życie z nowej perspektywy - Bożej perspektywy i postanowiłam poprawić to, co się jeszcze da poprawić, tym razem z pomocą Łaski Bożej.
Bóg nie zwlekał i zaczął działać już podczas Mszy Świętej odprawianej pierwszego wieczoru rekolekcji.
Olśnienie
Pierwsza Msza Święta i homilia ojca Jana ze zwróceniem uwagi na tematy zastępcze, które znajdujemy po mistrzowsku, jak Izraelici, aby tylko nie zajmować się sprawami najważniejszymi - sobą, swoim sercem, życiem, sumieniem, duszą. Jezus zaprosił nas tutaj, aby w czasie tych rekolekcji pomóc nam przezwyciężyć wszystkie takie tematy – my mamy tylko pozwolić Mu leczyć, uzdrawiać i przemieniać nasze życie. Tu i teraz bez odkładania na potem. Prośmy o odwagę, aby pozwolić odkryć to, co najbardziej potrzebuje w nas uzdrowienia.
No właśnie. Posłuchałam tych słów i po przyjęciu Komunii Świętej, kiedy adorowałam Pana Jezusa, przyszedł On i delikatnie z niejaką czułością pokazał mi sytuację, która towarzyszyła moim narodzinom. Urodziłam się „za wcześnie” (siostra miała rok i niecałe dwa miesiące), a poza tym nie byłam oczekiwanym chłopakiem. Poród był trudny i długotrwały, nie przyjęto mnie z miłością.
Płacz oczyszczający te wspomnienia i zranienia, które towarzyszyły mi przez całe życie i kształtowały je.... Ale czułam się bezpieczna w bliskości Jezusa, który teraz zapewnił mnie w sercu: „Ale JA ciebie kochałem od zawsze.”
Zaczęłam życie bez akceptacji i miłości rodziców, ale właśnie wtedy Jezus kochał mnie najbardziej. Pan dotknął teraz tych moich zranień i uzdrowił je - przestały być dla mnie ważne, przestały być programem na życie pod hasłem: „Nie zasługuję na miłość”. Tylko że tyle lat już minęło... ponad pół wieku....
Zaraz pojawiła się potrzeba przebaczenia rodzicom, bo przecież mnie przyjęli i wychowali w wierze katolickiej, chociaż nie było to łatwe dla kierownika szkoły w czasach komunistycznych. Rodzice wielokrotnie stawali na wysokości zadania i nigdy, nawet wbrew pogróżkom, nie zaparli się wiary, za co im teraz dziękuję. Bardzo ich kocham.
Dziękuję, Jezu, za Twój dotyk i uzdrowienie wspomnień niemowlęcych - pewnie one najbardziej potrzebowały uleczenia. Dziękuję, mój Mistrzu; prowadź mnie, chociaż wiem, Panie, że nie jestem godna ...
Zaproszenie
Dzień drugi. Jestem, Panie. Dziękuję Ci za to, że dotknąłeś mnie wczoraj Swoją Miłością. Dziękuję. Bo tak właściwie to nigdy nie akceptowałam i nie kochałam siebie, stąd takie życie...
„Pokochać Jezusa” - temat rekolekcji. Już Cię kocham, Panie, ale ciągle za mało. Nagromadzone przez całe życie blokady, stresy, błędne poglądy, szukanie na oślep miłości, bo nie wiedziałam, czego szukam - nikt mi jej nie pokazał...
Dlaczego nie słuchałam Ciebie, Panie? Dlaczego zbaczałam z twoich dróg? Już na początku rekolekcji widzę, ile błędów życiowych popełniłam. Żałuję. Przepraszam. Jak wynagrodzić te krzywdy, które wyrządziłam Tobie, Jezu? Mój Zbawicielu?
Oddać się Tobie bardziej, najbardziej, całkowicie. Pomóż mi, Jezu...
Będę teraz trwać w Twojej Obecności, z całą sobą, z całym moim życiem, ze wszystkimi sprawami. Proszę Cię, Dobry Jezu, wejdź w moje życie, przemień je, prowadź mnie, zapraszam Cię... Ja zniszczyłam już wystarczająco dużo; pomóż mi, proszę... Jestem tu, na tych rekolekcjach, otwarta na zmiany, a dla Ciebie nie ma przypadków... To jest czas przeznaczony dla mnie.
I dziękuję już teraz za wszystko, co mi dałeś i zechcesz dać, Panie... Jezu, ufam Tobie, prowadź mnie.
Macie uszy...
Kolejny obraz z życia, a może raczej stan mojej duszy na dzisiaj. Smutna diagnoza. Dopiero dzisiaj ją ujrzałam i usłyszałam - faktycznie słowa Jezusa dotyczą mojej osoby: „Macie oczy, nie widzicie, macie uszy, nie słyszycie!” Dopiero dzisiaj pojęłam, co one znaczą.
Nie wierzyłam Bogu - tysiące razy przez całe życie szukałam wrażeń poza Kościołem i omijałam niektóre przykazania. Dałam się zwieść, bo szatan krążył i kusił. Skutecznie. Nie trzymałam się Jezusa i Maryi i dlatego tak, a nie inaczej wygląda moje obecne życie. Zbieram skutki decyzji podejmowanych bez Boga, a właściwie już zebrałam, tyle że dopiero teraz je zobaczyłam. Chodziłam do kościoła, odmawiałam pacierze, ale serce miałam zamknięte na głos Boga. To ja wiedziałam lepiej, jak mam żyć. Żyłam zanurzona w świecie, chociaż więź z Jezusem odczuwałam jako bardzo radosną - na chwilę, a potem wracałam do „normalności” - Jezus sobie, a ja sobie.
Zrobiłam wiele złego w moim życiu, raniłam Jezusa tak wiele razy, ale On przy mnie trwał przez całe moje życie. Trwał i kochał. „Ale JA ciebie kochałem od zawsze”. Trwał pomimo wszystko i jeszcze dał mi tę łaskę, że mogłam Go czasami usłyszeć, gdy mówił do mnie - zawsze z miłością. Walczył o mnie przez wiele długich lat.... Prostował moje drogi i wiele razy szukał i znajdował, bo jestem dla Niego, mego Zbawiciela, bardzo ważna. I oddał na wykupienie mnie z grzechów Swoje życie - dobrowolnie przeszedł przez świętą Mękę i Śmierć Krzyżową. Dla mnie, aby mnie nie stracić.
Kochasz mnie, Jezu, od zawsze!
Trwasz przy mnie zawsze!
Bez względu na cokolwiek.
Dziękuję Ci, Panie, że tyle razy wyciągałeś mnie z bagna moich grzechów, dziękuję na kolanach. Panie Jezu, ja to inaczej widziałam - chodziłam w ciemnościach, bez Twojego Światła, bez Światłości. Błądziłam.
Ty jesteś Dobry, jesteś samą Miłością, Światłością i Pokojem, a ja tego tak wiele razy nie widziałam. Byłeś zawsze gotów do pomocy, czekałeś na moje chociaż westchnienie...
Przepraszam, Jezu, że przez tyle długich lat kazałam Ci czekać. „A Ja stoję u drzwi i kołaczę”. Jezu cierpliwy, Jezu dobry – brak mi słów...
Przepraszam Cię za wszystkie moje odstępstwa i za to, że nie wpuszczałam Cię do mej duszy. A przecież to Ty ją stworzyłeś, Ty chcesz w niej przebywać, a ja tyle razy zamykałam Ci drzwi. Wybacz mi, Jezu, przepraszam...
W pokorze padam przed Tobą, Panie, na kolana i wołam o Twe Miłosierdzie, które jest dla mnie jedynym ratunkiem. To jest dla mnie lekcja pokory; „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz”, Wszechmogący Stwórco nieba i ziemi? Niepojęte jest Miłosierdzie Twoje, okazywane mi miliony razy w ciągu życia - i dzisiaj też, bo dzisiaj dajesz mi kolejną szansę na powrót do Ciebie, Panie. Tę szansę bardzo chcę wykorzystać; pomóż mi, Jezu Miłosierny! Pomóż mi, Maryjo, Matko Boża Nieustającej Pomocy! Ty, Panie, możesz uzdrowić wszystko! Twoje Miłosierdzie jest większe niż moje grzechy i liczę na nie, wołając: Jezu ufam Tobie!
Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci...
Pozwól mi pobyć przy Tobie, Jezu, adorując Cię...
Przychodzi wiele myśli i wiele obrazów...
No tak, jestem prowadzona przez Jezusa i Maryję od lat, właściwie przez całe życie - a ja tego nie widziałam! Bóg sobie, a ja sobie - rozdwojenie życia.
Jezu, wyprostuj me drogi! – tylko Ty możesz to uczynić!
Rodzi się wdzięczność Bogu za wszystko, co mi uczynił. Za wszystko...
Jestem w kaplicy sama, chociaż w tej godzinie moja grupa powinna znaleźć czas dla Ciebie, Jezu, przecież to rekolekcje... Przepraszam za tych ludzi, zostanę jeszcze chwilę, może moja obecność pocieszy Cię chociaż trochę. Jezu żywy!
Samotność Jezusa - ludzie nie dają Mu nawet przewidzianego programem zajęć czasu. A Jezus czeka zamknięty w tabernakulum na Swoje umiłowane dzieci i jest smutny, bo dał im wszystko, co mają, dał swoją Miłość i zaprosił na te rekolekcje, żeby nadal obsypywać ich łaskami, ale oni nie przyszli do Niego, odrzucili zaproszenie Stwórcy i Zbawcy. Samotność Boga i wolna wola człowieka...
Przyszła kobieta z kolejnej grupy. Jedna...
A ojciec Jan mówił, że nic w trakcie rekolekcji nie zastąpi osobistej pracy
z Bożym Słowem. I jeszcze powiedział, że im większe zaangażowanie we wszystkie proponowane zajęcia, tym większej przemiany i cudów doświadczymy tutaj. Jezus niczego nie robi za nas i nie robi głupich cudów - nie mówi np. „ryby wyjdźcie na brzeg, żeby was ludzie nazbierali”, ale każe zarzucić sieć. Potrzebne jest osobiste zaangażowanie, żeby Jezus mógł działać. Nie marnujmy czasu łaski - danego nam czasu rekolekcji.
Małżeństwo
Kolejny obraz z życia, ciąg dalszy diagnozy, pokazanie kolejnych skutków decyzji podejmowanych bez Boga.
Oświadczyny, radość, niemal pełnia szczęścia, potem jeszcze w uniesieniu wychodzę na balkon... i słyszę w sercu głos: „Pamiętaj, córko, że JA jestem najważniejszy.” Głos pełen miłości i troski, który napełnił mnie nieznanymi dotąd uczuciami: Jezus, mój Pan mówi do mnie osobiście; czułam się tym bardzo wyróżniona. Myślałam, że odfrunę tego wieczoru w euforii, bo nie zmieszczę obydwu tak głębokich przeżyć.
No właśnie. Odpowiedziałam Panu Jezusowi w sercu: „Tak, Panie, wyjdę za mąż, będziemy żyć pobożnie, modlić się, kochać, chodzić do kościoła, pomagać biednym i tak dalej, a TY oczywiście będziesz dla nas najważniejszy.”
Nie zauważyłam tylko, że sama już podjęłam decyzję, zamiast zapytać Jezusa,: „Panie, co chcesz, abym czynił?” Kolejna decyzja podjęta bez Boga, chociaż On tak wyraźnie upominał mnie i ostrzegał przed następnym błędem życiowym. Nie słyszałam Jego Głosu, chociaż zalała mnie olbrzymia radość Obecności Pana i Jego Miłości do mnie. Nie uwierzyłam Mu również wtedy - przepraszam... Macie uszy, nie słyszycie - to znowu o mnie. Nie słyszałam również tego, że kilka osób odradzało mi to małżeństwo.
Po kilku latach uzyskałam stwierdzenie nieważności związku małżeńskiego. Skutki tej decyzji, podjętej samowolnie, trwają do dzisiaj. Moje przeżycia są mało ważne, bo mam je na własne życzenie i przyjęłam je, ale bardzo głębokich zranień emocjonalnych doznał syn. W każdym bądź razie wzrastał w przekonaniu, że im więcej ktoś się modli i częściej bywa na różnych nabożeństwach, tym dotkliwiej potrafi go zranić. Skoro taki gorliwy katolik jest dla niego taki niedobry, to jego Bóg jest na pewno bardziej niedobry.
Nie byłam w stanie ustrzec syna przed kolejnymi zranieniami. Bóg kojarzył mu się z bólem, cierpieniem, odrzuceniem. Nie chciał takiego Boga, gdzie teoria mówi coś innego niż praktyka; Słowa Boże stały się dla niego pustymi słowami. Nasączyliśmy syna nieprawdziwym obrazem Boga i to pewnie jest jedna z przyczyn jego odejścia od Kościoła. Nie pokazaliśmy mu Boga Ojca kochającego, troskliwego, cierpliwego, miłosiernego, wszechmocnego.
A syn już dziewiąty rok szuka Boga w różnych miejscach, ale nie w Kościele. I tu jest odpowiedzialność za wychowanie dziecka. Co powiem, kiedy stanę przed Bogiem, skoro wychowanie syna było tylko z zewnątrz chrześcijańskie?
Jedyna droga to błagać Boga w Jego Niezmierzonym Miłosierdziu, aby za pośrednictwem Matki Bożej, której syn został oddany, gdy już wcześniej cudownie przywróciła go do życia, dotknął go, oczyścił z fałszywych przekonań i dał duszy nowe życie. Mocno wierzę, że kiedyś tak się stanie. I modlić się, modlić i składać ofiary, i już nie podejmować decyzji „po swojemu”.
Przepraszam, Boże i proszę, wybacz mi to nieposłuszeństwo, ratuj syna, żeby nie zginął! Jego też ukochałeś Miłością Przedwieczną. Ja mogę się tylko modlić, więc zawierzam go Tobie przez ręce Maryi, Matki Bożej Fatimskiej. Zanieś go, Maryjo, przed Tron Ojca Niebieskiego, złóż go na ołtarzu, ofiaruj go Bogu i błagam - uratujcie go! W Bogu nadzieja i ratunek; pomóż, Maryjo!
Przebuduj nasz dom, Panie, zmień jego fundamenty, zlikwiduj pęknięcia, osadź go na skale zawierzenia Bogu! Daj nam nowy dom, Panie, zbudowany na skale zaufania Tobie, zaufania całkowitego, do końca.
I zbuduj nowe domy w rodzinie, u rodzeństwa. Wlej w nich Ducha Świętego, oczyść, uporządkuj jak świątynię i wprowadź Swoje porządki. Przecież ich wszystkich kochasz. Proszę, jeśli taka jest Wola Boża, na kolanach proszę. Nie można zmienić faktów, ale Ty Jeden możesz dokonać uzdrowienia sytuacji, bo Ty Jeden masz Moc.
Dotknij i mnie, Panie, ulecz i mnie!
Doświadczenia z synem to jest moje miejsce uświęcania, to jest mój krzyż. I mam go przyjąć takim, jakim jest i dziękować Bogu za tę możliwość uświęcania, co niniejszym czynię. Kto chce pójść za Mną, niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje. Codziennie.
Nie jest to najłatwiejsze, zwłaszcza wtedy, gdy syn odrzuca moją miłość, chociaż dałam mu tak wiele i jeszcze chcę dawać... jak Jezus - wzgardzony, odrzucony. Łączę się, Jezu drogi, z Tobą w Twej Drodze Krzyżowej z moim maleńkim cierpieniem. Idę za Tobą bez szemrania, niosąc swój krzyż. Jestem przy Tobie, Panie... „Oblubienica musi być taka, jak Oblubieniec.” Bliżej Jezusa...
A ty, JEZU, czekałeś cierpliwie wiele lat, abym zrozumiała swój wielki błąd życiowy. Wiele razy czekałeś na rozstajach moich dróg życiowych i ostrzegałeś, bo Ty widzisz wszystko. „Ja widzę do zakrętu, Pan Bóg trochę dalej”- jak mawiał ksiądz Jan. Ale dałeś mi wolną wolę, a ja często wybierałam obok Woli Bożej. Nie słyszałam Twoich Słów, Panie, wypuszczałam je, nie przyswajałam, nie żyłam nimi, bo ich nie zatrzymywałam. A Ty, Dobry Panie, trwasz i czekasz, aż zatęsknię i wrócę. I dajesz mi wtedy WSZYSTKO...
Nie pojmę tego, Panie, nawet nie próbuję.
Niepojęta jest Twa Miłość i Nieogarnione Twe Miłosierdzie!
Jak to z papierosami było
Ósmy dzień rekolekcji. Najpierw pokazanie źródła chorej sytuacji, usprawiedliwienie, a potem pytanie o moją zgodę na odrzucenie tego nałogu.
Starsza siostra nie była zadowolona z moich narodzin, bo byłam dla niej potencjalnym zagrożeniem - mogłam zabrać jej część zainteresowania i miłości rodziców i rodziny. Odkąd pamiętam, rywalizowała ze mną, ale zawsze wygrywała ona - to dla niej rodzice mieli więcej czasu i miłości. Zabierała mi też inne miłości, koleżanki, chłopaka.
Jezus pokazał mi sytuację, w której ona zmusza mnie do zapalenia papierosa z silnym przekazem podprogowym: „Pal papierosy, one zastąpią ci miłość rodziców, bo ty nie zasługujesz na miłość”. Zamiast miłości, której bardzo potrzebowałam, paliłam papierosy, których potrzebowałam chyba tak samo. Przez wiele długich lat. Nie pomagały mi na dłużej żadne metody odzwyczajania się od palenia, bo przyczyna ciągle tkwiła bardzo głęboko w mojej podświadomości i nikt wcześniej nie próbował do niej dotrzeć. Obrywano tylko pojedyncze listki z chwastu, zamiast wyrwać go z korzeniami.
Właśnie tutaj, na rekolekcjach, Jezus pokazał mi, że papierosy są dla mnie namiastką miłości i że jest to jakieś żałosne nieporozumienie. Z tą świadomością byłam jeszcze kilka dni, bacznie obserwując, dlaczego i kiedy palę, chociaż wiedziałam, że wyjadę stąd jako osoba niepaląca. Chyba nikt mi nie wierzył. Ale tak się stało.
Wiem, że całe życie byłam pod opieką Jezusa i Maryi. Jeśli jednak uparłam się, żeby gdzieś skręcić, razem z moim Aniołem Stróżem kierowali mnie tam, gdzie mogłam zostać tylko potłuczona, posiniaczona, połamana, ale nigdy nie wpuścili mnie w bagno, gdzie zatonęłabym bezpowrotnie. Jeden z księży uświadomił mi, że istnieją inne nałogi i może palenie tytoniu uchroniło mnie przed czymś gorszym. I zostaje mi tylko prosić o łaskę przebaczenia siostrze, bo przecież bardzo ją kocham.
Głód miłości
Umieram z pragnienia przy źródle, a przecież mogę przyjść do Jezusa, który mnie kocha od zawsze, jest przy mnie zawsze, chce mi pomagać zawsze, zwłaszcza wtedy, gdy robię największe głupoty życiowe. Wtedy chyba najbardziej mnie kocha.
Tysiące razy w mym życiu interweniował, tysiące razy pomagał, tysiące razy chronił, a ja zaślepiona nie widziałam tego przez całe moje długie życie! Ślepa i głucha, zapatrzona w jakieś głupie namiastki!
A cały czas czeka niezmiennie Prawdziwa Miłość, czeka i łagodnie puka do moich drzwi nasłuchując pokornie, czy już zechcę je otworzyć. Stoi u drzwi i kołacze. Miliony razy odrzucony, wzgardzony, odepchnięty, niekochany - ale On stoi i cierpliwie czeka. Czeka, aż usłyszę Go w hałasie codzienności i otworzę dla Niego me serce. Czeka. Czeka niechciany, ale wciąż, przez całe życie daje mi dowody Swej Niezgłębionej Miłości i Wierności. Czeka cichutko na oddźwięk, na moje przebudzenie; czeka, aż Go ujrzę i uwierzę i wtedy zaproszę do mego serca, przeproszę za wszystkie wybory, których dokonywałam przez całe moje długie życie niezgodnie z Jego Wolą. Przeproszę i będę prosić o przebaczenie. Jego Miłosierdzie jest większe, niż moje grzechy. Jezu, ufam Tobie, co powtarzałam wielokroć, ale przeważnie zewnętrznie. Ufam Tobie, Jezu, ufam Twemu Miłosierdziu i Twej Miłości,
o której mnie zapewniłeś nawet tutaj kilka dni temu. Chcę wierzyć, Jezu, przymnóż mi wiary!
Pokazałeś mi podczas tych rekolekcji moją drogę życiową, moje decyzje podejmowane bez Ciebie oraz ich skutki (na razie pewnie tylko częściowe) dla mnie i rodziny. Dzisiaj zobaczyłam, jak bardzo jestem poraniona i spragniona Twej Miłości, jak bardzo do Ciebie tęsknię. Dziś widzę, jak zmarnowałam większość mojego życia - a mogłam żyć kochana przez Ciebie od zawsze, mogłam Ci na to pozwolić, mogłam Ciebie słuchać!
Jezu, wybacz mi!
Jezu, przepraszam!
Jak mam Ci to wynagrodzić, Panie?
Jak w zwierzeniach Mnicha z Chevetogne - ” Przyjmij przez wiarę odkupienie i zbawienie, które tobie ofiaruję. Przyjdź do Mnie obnażony ze wszystkiego, oczekując jedynie Mojego Miłosierdzia. Przestań się dręczyć pytaniem: „Jak mogę to naprawić?”. Naprawienie krzywdy nastąpi w ścisłym zjednoczeniu ze Mną. Będziesz usprawiedliwiony przez twoją wiarę we Mnie, a nie przez twoje zadośćuczynienie. Zacznij wynagradzać przez to, że rzucisz się w Moje ramiona.
W Getsemani i na Golgocie przyjąłem ciebie i t e n g r z e c h. Przełom dokonuje się już nie między grzechem a tobą, lecz między tobą a Mną. Z Mojego Serca spływa na ciebie promień. Przyciąga cię i ogarnia. Twoje spojrzenie wznosi się ku Mnie. Pozwalasz swojej duszy iść za promieniem…”
Mnich z Chevetogne, Zbawiciel, Znak 1982, s.139
Ja wiem, Panie, że kochasz każdego człowieka i za każdego poszedłbyś jeszcze raz na Golgotę. Mnie też kochasz. Panie, ale nie chodź już na Golgotę, nie cierp za mnie. Chcę iść za Tobą, chcę chodzić Twoimi drogami, bo Ty Jesteś Drogą, Prawdą i Życiem; pomóż mi, Jezu! Wyjmij mnie z tych krzaków, weź na ręce, opatrz rany, przytul i zanieś do Swej Owczarni. Ja należę do Ciebie i chcę należeć do Ciebie. Pomóż mi, Panie! Jezu, ufam Tobie! Jezu, ufam Tobie! Jezu, ufam Tobie!
Decyzja przed tabernakulum
Jesteś tam, Panie, wiem, że jesteś. Hołd Ci oddaję, bo do Ciebie należy moje życie. Jutro może mnie już nie być. Działaj, Jezuniu, przyjdź do mnie, proszę, chociaż Cię nie zobaczę oczami ciała. To jest moja gotowość i prośba o Twe działanie. Otwórz, Maryjo, me serce na działanie Boga.
Wieśniak z Ars codziennie wstępował do kościoła i przebywał w nim godzinami. Zapytany, co wtedy robi i o czym rozmawia z Jezusem, odpowiadał: „Patrzę na Niego, a On patrzy na mnie”. I tylko tyle, albo aż tyle. Czas spędzany przed tabernakulum był dla niego źródłem mocy i świętości, bo Pan wtedy mógł go przemieniać. Przede mną jeszcze daleka droga.
Dziękuję Ci, Jezu, za ten pobyt, za zaproszenie mnie tutaj. Tyle miłości mi tu dajesz... Umiłowany mój Panie. Zebrać wszystko, pomilczeć... Pobyć z Tobą...
Jesteś, Jezu, w tabernakulum ze Swoją Miłością Boga Stwórcy, który wszystkich stworzył. Każdziuteńkiego człowieka, jaka różnorodność stworzeń! A wszystkie chore po grzechu pierworodnym i potrzebują uzdrowienia. Duszy i ciała. Mniej lub więcej. Dziś mogę już zadać sobie pytanie: „Czy jestem gotowa zmienić moje życie?”
Zmienić to znaczy zburzyć to wszystko, co troskliwie budowałam przez wiele lat, czyli: przestać być rzeczoznawcą ministerstwa, przestać pisać programy nauczania, podręczniki i różne inne mądrości, przestać recenzować grube książki i inne materiały - przecież taka jestem ważna, bo pani profesor nie może wydać swojej książki, bo dałam jej negatywną opinię i musi nanieść wskazane przeze mnie poprawki... Przestać być egzaminatorem, zrezygnować chociaż częściowo z nauczania, które bardzo kocham i z paru innych rzeczy. Dokonać przewartościowań w wielu dziedzinach... Strasznie dużo mam tego gruzu... Bezwartościowego, bo budowanego bez Pana.
Teraz będę prosić Jezusa, aby pomógł mi uprzątnąć moje życie, aby zabrał to wszystko, co jest nieważne. Proszę Cię, Panie Jezu, zburz wszystkie poglądy, pomysły, wizje, nawyki, nałogi, przyzwyczajenia i wszystko to, co wytworzyłam bez Ciebie. Dostrzegam na razie czubek góry lodowej moich wytworów, a góra jest olbrzymia. Przeraża mnie jej ogrom. Sama nie dam rady tego uprzątnąć. Proszę Cię, Dobry Jezu, pomóż mi, Panie Wszechmogący! Z miłości, bo wiem, że mnie kochasz.
Proszę Cię o pomoc, bo jestem bezsilna i bezradna i moja nędza jest wielka. Jezu Miłosierny, przychodzę do Ciebie z olbrzymim naczyniem ufności, bo Ty możesz wszystko uczynić. Proszę, napełnij je po brzegi.
A potem chcę pozwolić, aby Bóg zbudował na tym rumowisku moje nowe wnętrze i dał mi nowe życie. Życie budowane z Bogiem, nareszcie z Bogiem. Ze świadomością, że na nic nie muszę zasługiwać, bo od zawsze mam godność Dziecka Bożego.
A Pan stworzył dla mnie wszystko - poranną rosę w śpiewie ptaków, rozgrzane słońce, sierpniowe świerszcze, wszystkie zachody słońca, rozgwieżdżone niebo i całe piękno ziemi - góry i lasy, pola, łąki i kwiaty, ośmiornicę i łososia, kurę i koguta. Wszystko - całą naszą planetę. I powiedział: „To wszystko stworzyłem dla ciebie z Miłości, wszystko ci daję,
a chcę tylko jednego - żebyś o Mnie pamiętała i Mnie kochała.”
Jesteś Wielki, Panie! Dziękuję!
Dotyk Jezusa
Msza Święta o uzdrowienie duchowe i fizyczne, którą odprawia ks. Ireneusz. Błogosławieństwo indywidualne Najświętszym Ciałem i Krwią Jezusa w Monstrancji. 13. dzień miesiąca, wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej, ukazującej się dzieciom, które wierzą w każde Jej słowo, są otwarte i pełne zawierzenia. Nauczmy się od nich tak wierzyć.
Ksiądz Ireneusz poinformował, że za chwilę odbędzie się Adoracja Najświętszego Sakramentu z modlitwą uwielbienia, dziękczynienia, zawierzenia i prośby o uzdrowienia duchowe i fizyczne. Można dotknąć Jezusa, na nowo dziękować, na nowo ufając prosić o uwolnienie od wszelkiego zła w rodzinach i uzdrowienie międzypokoleniowe, bo to Jezus jest Panem. Można doświadczyć też Obecności Jezusa, to może być osobiste spotkanie z Nim; można prosić Pana o prowadzenie.
Podchodzę, Jezu, do ołtarza; za chwilę podejdzie kapłan z Najświętszym Sakramentem i będę mogła dotknąć skrawka Twej szaty, Panie. Tylko skrawka, i to bardzo delikatnie, bo nie jestem godna dotykać Ciebie, Święty po trzykroć, Stwórco nieba i ziemi i wszystkiego, co istnieje. Bylebym tylko skrawka Jego szaty dotknęła...
I dotknęłam, Panie, Monstrancji palcami prawej ręki; nie tylko skrawka szaty, ale całego Ciebie mogłam dotknąć - w niepojętej Tajemnicy oddałeś mi się cały, Panie. A za chwilę dotknąłeś mnie fizycznie - delikatny dotyk palca, który przelał we mnie Miłość i przekazał tak wiele - jesteśmy Jedno w Bogu. Co za radość być z Nim w łączności... Żadnych słów, żadnych uczuć, żadnych myśli - po prostu trwanie w Obecności Boga...
* * *
I wypłakane w jednej chwili bezpośrednio do Jezusa prośby osobiste... Panie, Ty wszystko wiesz, ratuj!
Po dłuższej chwili, jeszcze oszołomiona i pełna radości, bo spłynął na mnie niewypowiedziany pokój, wstałam z kolan i odeszłam od ołtarza na swoje miejsce na końcu kaplicy.
A potem w ciszy uwielbienia usłyszałam skierowane do mnie słowa, do mnie - bo zanim uwierzyłam, że Pan mnie dotyka, zaczęły płynąć łzy, potoki łez i płynęły jeszcze bardzo długo:
„Pan przychodzi do osoby, która ma alergię, objawiającą się silnym katarem i kaszlem. Pan rozpoczyna proces leczenia. To uzdrowienie nie nastąpi od razu, będzie następować stopniowo.
Pan cieszy się, kiedy Mu się pomaga...”
I Pan mnie dotknął – żadne słowa tego nie oddadzą...
Jak mogłabym nie pomóc mojemu Panu?
A po chwili usłyszałam w sercu: „Cieszę się, że odrzuciłaś papierosy.” Pan do mnie mówi i to jest szczęście.
„To ja dziękuję, że mi je zabrałeś. Jesteś taki żartobliwy, Panie! Tylko Bóg Wielki, Bóg Wszechmogący, Bóg Jedyny mógł w ten sposób uwolnić mnie od nałogu, który przez wiele długich lat był dla mnie namiastką miłości, co też pokazałeś mi, Jezu, tutaj, w czasie rekolekcji. Jak na filmie. Uwierzyłam w Twą Miłość i namiastki przestały mi być potrzebne. Dziękuję, Przyjacielu mój Największy i Jedyny! Dziękuję!”
Tak bardzo się do mnie zniżyłeś, Panie, do takiej grzesznicy, która przez całe życie nie chciała Cię wpuścić na salony swego domu, dając Ci tylko okrawki w kuchni. Przepraszam, Panie, nie wiedziałam, co czynię. Żyłam bez Ciebie tyle lat, popełniłam tyle zdrad, tyle odejść, tyle niewierności... Byłam chrześcijanką tylko na zewnątrz. Przepraszam Cię, Panie...
A Ty cierpliwie czekałeś i kiedy wreszcie po tylu latach pozwoliłam zbliżyć się do siebie i wreszcie wpuściłam na salony, zacząłeś sprzątać moje brudy. Gość, Najważniejszy Gość w moim życiu Sam sobie sprząta, aby mógł usiąść!
Ale nagromadziłam tyle brudów w każdej komnacie, że nie wiedziałam, od czego mam zacząć. Przeraził mnie ogrom moich grzechów... Zobaczyłam, jak bardzo wobec nich jestem bezradna. Tyle grzechów przez całe życie! Gorzko nad nimi zapłakałam... Kilka dni wcześniej kapłan poradził mi, abym poprosiła o pomoc Jezusa, bo sama nie dam rady...
A wtedy Ty przypomniałeś mi: „Ale Ja kocham ciebie od zawsze. Bezwarunkowo”.
Sam zacząłeś sprzątać – wziąłeś wszystkie moje grzechy – lekkie, cięższe i te najcięższe – wszystkie, zaniosłeś je na Krzyż, zapłaciłeś Swą Męką i Krwią Swoją Przenajświętszą, żeby mnie wykupić...
Jak niepojęta jest Twa Miłość i Twe Miłosierdzie, Panie!
Taki nędzny, brudny robaczek jak ja, zawsze, przez całe życie był dla Ciebie cenny. Gubił się wiele razy, a Ty szukałeś go na bezdrożach, bo wiedziałeś, że w nim znajduje się wielki skarb - Boża Miłość; przecież to jest stworzenie - Dzieło Boga. Powiedziałeś:
”Chociaż tak bardzo się zabrudziło, jeśli przyjdzie do Mnie i jeśli zechce, oczyszczę je z wszelkich brudów, uleczę, uzdrowię, opatrzę rany, nakarmię, napoję, przytulę.....”
Jeśli zechce – to jest jedyny warunek, bo szanujesz wolną wolę każdego człowieka.
Wszyscy już wyszli, Panie… Zgaszę światła, nie potrzeba aż tyle. Zostaję z Tobą...
„Dopadłeś mnie tutaj, Jezu” – jak powiedziałby Ojciec Jan ...
Jezu, tak wiele mi dałeś! I są jeszcze tajemnice, które zostaną tylko miedzy nami - dziękuję.
Zostaje cisza
I oszołomienie
I pokój
I radość
Pan mnie uzdrowi
Prowadzi mnie powolutku, łagodnie, jest przy mnie zawsze, „gotów odpowiedzieć na każde nawet najmniejsze moje westchnienie”; JEST - czeka ze Swą Miłością i Swoim Miłosierdziem. Jak to pojąć, Panie?
I znowu rodzi się Wdzięczność:
Miłosierny Boże, Najlepszy Ojcze, Ukochany Panie mój!
Jakich słów ma użyć moja dusza,
By wystarczająco podziękować za Twą Miłość i łaski, których mi udzielasz?
Jak budować zdania, by oddać stan mojej odnalezionej przez Ciebie duszy?
W jakim języku mówić, by wyrazić wszystko, co chcę powiedzieć?
Panie, moja dusza będzie Ci śpiewać.
Śpiewać milczenie.
Bo Ty, Wszechwiedzący, wszystko wiesz.
I wiesz, jak Cię kocham.
Bądź pochwalony na wieki! Amen.
Mnie nie interesują już inne sprawy - ja spotkałam Żywego Jezusa!
Idźcie na cały świat...
I co dalej?
Najpierw będę modlić się o to, abym te wszystkie wskazówki, które tutaj usłyszałam, zechciała uprzejmie wprowadzić w życie. Tym razem wprowadzić, nie tylko zachwycać się ich pięknym brzmieniem. Czasu mam już niewiele, nie mogę go marnować. A do zrobienia mam jeszcze bardzo dużo.
W każdym bądź razie już wiem, gdzie szukać pomocy i wsparcia. Zawsze u Jezusa i Maryi, a poza tym tutaj, bo tu dzieją się cuda za pośrednictwem księży Pallotynów. Będę tu wracać w miarę możliwości, a księży polecać Bogu. Wszystkich. I prosić o pomoc Anioła Stróża, bo zaczynam go znowu dostrzegać.
Jeszcze wiem, że czeka mnie ogrom pracy nad sobą, bo przecież chcę przejrzeć całe moje życie, różne sytuacje, związki, zdarzenia. Wszystkie były czymś uzasadnione, ale tak wiele z nich wymagać będzie uzdrowienia, przemiany, Bożego działania i mojego nawrócenia. I mam też sprawy, odkładane na jutro. Ale wiem też, że otrzymam tyle, na ile uwierzę; jak mawiał ojciec Jan, mogę iść po łaski z naparstkiem lub wiadrem, a Bóg napełni to naczynie, z którym przyjdę. „Wiara czyni cuda” - to już ksiądz Ireneusz. Tym razem będę zapraszać Pana, aby był ze mną na co dzień w każdej sytuacji i w każdym wydarzeniu i będę prosić o wszystko, jak św. Teresa, to choć troszeczkę otrzymam. Bo Ty, Jezu, możesz wszystko uczynić!
Jest poza tym wiele pytań, które pojawiły się tutaj, a na które nie mam odpowiedzi. Na przykład: Skąd się wzięła ciemność? Czy powstała wtedy, gdy zbuntował się Lucyfer? Dlaczego istnieje? Albo: Jeśli Bóg mnie kocha od zawsze, to znaczy, że kochał mnie jeszcze przed poczęciem. Gdzie wtedy byłam? Jak byłam? Czym byłam? Te i podobne pytania czekają w kolejce na odpowiedź. Mam jeszcze wiele innych spraw do przemyślenia. Zrodziła się też jakaś współodpowiedzialność za ludzi, jeszcze bliżej niesprecyzowana.
Poza tym zadziwia mnie i onieśmiela ogrom łask i talentów, jakie Pan mi dał. Jak je dalej wykorzystywać i rozmnażać? Zadziwia mnie też cierpliwość Boga.
Dziękuję pokornie za tę wielką łaskę, że pozwalasz mi iść za Tobą, Panie. Idę przekonana, że wszystko, co uczynisz, Boże, będzie dobre. Powiedziałeś też: „Nie lękaj się, bo cię wykupiłem, wezwałem po imieniu, tyś Moim.” Iz 43, 16.
Nie ogarniam Cię, Miłości Nieogarniona i niech tak zostanie. Amen.
Epilog
21 września, 6 tygodni po rekolekcjach, zrezygnowałam z funkcji rzeczoznawcy ministerstwa, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami i przymiarkami. Zrezygnowałam, chociaż argumenty profesora, że przecież jestem ekspertem najlepszym w Polsce i nie ma mnie kto zastąpić, przez kilka dni mile głaskały moją pychę. Kolejna moja praca miała być związana z reformą oświaty w szkolnictwie zawodowym, wprowadzaną od 2012 roku,
a jestem jej przeciwna w proponowanej formie, więc tym bardziej nie będę przykładać ręki do ogłupiania polskiej młodzieży.
Decyzja bardzo ważna, przełomowa, bo oznacza wprowadzanie w życie kolejnych konkretnych postanowień z rekolekcji. Chcę już zdecydowanie pójść za Jezusem, zostawiając wszystkie ziemskie zaszczyty. Jak Mateusz z dzisiejszej Ewangelii.
Dziękuję, Jezu, że jesteś ze mną i że dałeś mi odwagę do podjęcia tej decyzji. I za to, że trwa już 6. tydzień mojego uwolnienia od nałogu nikotynizmu. I za wiele innych spraw Ci dziękuję, a najbardziej za Twą wierną Miłość i wielkie Miłosierdzie. Wiem też, że moją sprawą jest robić tylko to, co powinnam robić. A reszta jest milczeniem.
I jeszcze wiersz pustelniczki – Marii Pii Giudici z tomiku „Wezwanie do milczenia”:
Muszla tajemniczego morza
W godzinie, gdy na pustej plaży
północny wiatr smaga nietrwałe wydmy,
w księżycowej poświacie muszla rozwiera się perłowa.
Jeśli przybliżysz ją uważnie do ucha,
żywym szeptem przekaże ci
spokojny i głęboki oddech
morza.
Serca kobiety, która dużo kochała, modliła się i cierpiała,
nie przybliżysz nadaremnie.
Muszla tajemniczego morza
przy uchu duszy
wciąż
szumi
ci morskim śpiewem,
wlewa w ciebie bez przerwy,
nawet o tym nie wiedząc,
echo nieskończoności.
(Francesco Antonioli, Samotność pełna Boga. Na ścieżkach pustelników, s.71,Wydawnictwo Księży Marianów 2000).
Schodzę więc z mojej Góry Tabor niechętnie, acz spokojnie, wszak: „dary łaski i wezwania Boże są nieodwołalne” (Rz 11, 29), co przypomniał na zakończenie rekolekcji ksiądz Jan.
Ukazuje się światu moje nowe oblicze, tworzone przez Ciebie, Panie!
Dziękuję milczeniem, bo cóż można powiedzieć?
Stwórco Przedwieczny, który ukochałeś mnie, zanim się poczęłam,
godzien tylko wdzięczności, uwielbienia i chwały - dziękuję i wielbię Cię.
Za wszystko, co mi uczyniłeś.
Dziękuję też Maryi, Królowej Apostołów i wszystkim świętym,
zwłaszcza świętej Benedykcie od Krzyża,
Aniołom i wszystkim, którzy się za mnie modlą -
wszystkim i za wszystko,
a szczególnie kapłanom Pallotynom,
którzy w duchu świętego Wincentego Pallottiego
organizują takie rekolekcje.
Niech im Bóg wynagrodzi dobro, które czynią
i da łaski potrzebne w pracy apostolskiej.
Niech wszyscy ludzie powrócą do Boga,
a na ziemi nastanie Królestwo Boże.
Amen.
Maria Magdalena
| « poprzednia | następna » |
|---|




















